Rosnące ceny usług i towarów odczuwamy na każdym kroku. Od zakupów spożywczych po rachunki za energię – inflacja nie ominęła również sektora prywatnej opieki zdrowotnej. Ceny wizyt w gabinetach lekarskich poszybowały w górę, co dla wielu domowych budżetów stanowi spore obciążenie. Czy nowoczesne technologie mogą być sposobem na oszczędności w dbaniu o zdrowie? Sprawdzamy, jak na tle tradycyjnych wizyt wypada telemedycyna.
Jeszcze kilka lat temu standardowa wizyta prywatna u internisty czy lekarza rodzinnego kosztowała w granicach 100-120 zł. Dziś w większych miastach, a także w wielu mniejszych ośrodkach regionu, ceny te rzadko spadają poniżej 200 zł, a u specjalistów często przekraczają 250 zł. Do tego dochodzą ukryte koszty: dojazd, opłata za parking oraz czas, który w przypadku osób pracujących również ma swoją wymierną wartość.
Kiedy nie warto przepłacać?
Lekarze zgodnie przyznają, że spora część wizyt stacjonarnych dotyczy spraw administracyjnych lub prostych konsultacji, które nie wymagają badania fizykalnego (np. osłuchiwania). Mowa tu o przedłużaniu recept na leki przyjmowane na stałe, konsultowaniu wyników badań czy prostych infekcjach sezonowych.
W takich przypadkach płacenie pełnej stawki za wejście do gabinetu wydaje się ekonomicznie nieuzasadnione. Alternatywą, z której korzysta coraz więcej Polaków, są platformy telemedyczne. Pozwalają one na szybki kontakt z lekarzem bez wychodzenia z domu. Kluczowym atutem jest tu cena, która jest często kilkukrotnie niższa niż w placówce stacjonarnej. Dla pacjentów przewlekle chorych (np. na nadciśnienie, cukrzycę czy niedoczynność tarczycy), priorytetem jest szybka i tania recepta, która pozwala zachować ciągłość leczenia bez konieczności wydawania kilkuset złotych na samą wizytę „po papierek”.
Zwolnienie lekarskie bez wychodzenia z domu
Kolejnym obszarem, gdzie widać wyraźne różnice w cennikach, jest diagnostyka przeziębień i grypy. W sezonie zachorowań, gdy przychodnie NFZ są przepełnione, pacjenci często zmuszeni są szukać pomocy prywatnie, by uzyskać zwolnienie lekarskie.
W internecie oferty są transparentne i konkurencyjne. Przykładowo, usługa taka jak zwolnienie lekarskie online to koszt, który jest akceptowalny dla większości pacjentów i nie rujnuje portfela tak, jak wizyta stacjonarna. Warto przy tym pamiętać, że e-zwolnienie ma taką samą moc prawną jak to papierowe oraz trafia automatycznie do pracodawcy (przez PUE ZUS), a pacjent może skupić się na kuracji w łóżku. Oczywiście, ostateczną decyzję o wystawieniu zwolnienia zawsze podejmuje lekarz na podstawie przeprowadzonej e-konsultacji.
Sytuacje nagłe a koszty
Ekonomia idzie tu w parze również z czasem reakcji. Istnieją sytuacje medyczne, które wymagają natychmiastowego działania, a oczekiwanie w kolejce lub szukanie wolnego terminu u ginekologa wiąże się z ogromnym stresem. Dotyczy to m.in. antykoncepcji awaryjnej.
Tradycyjna ścieżka zdobycia takiego leku bywa długa i kosztowna. W telemedycynie proces ten jest uproszczony – niezbędna w takich sytuacjach recepta na tabletkę dzień po może zostać wystawiona po konsultacji online niemal natychmiast, co jest kluczowe dla skuteczności metody. Koszt e-konsultacji w tym przypadku jest zazwyczaj znacznie niższy niż cena wizyty stacjonarnej w gabinecie ginekologicznym, co sprawia, że pomoc jest bardziej dostępna.
Czy to koniec tradycyjnych gabinetów?
Zdecydowanie nie. Telemedycyna nie zastąpi wizyty u kardiologa, chirurga czy pediatry, gdy konieczne jest badanie stetoskopem lub USG. Jest jednak doskonałym, ekonomicznym uzupełnieniem systemu ochrony zdrowia. Pozwala załatwić proste sprawy medyczne taniej i szybciej, odciążając tym samym stacjonarne placówki i portfele pacjentów. W czasach szalejącej inflacji, umiejętne korzystanie z usług e-zdrowia staje się po prostu wyrazem finansowego rozsądku.
– Artykuł sponsorowany



